Piątkowe popołudnie.
Jak zaplanowane, byliśmy dziś w „Lisiej jamie” (Fuchsbau) – tak nazywa się grupa z domu dziecka, gdzie pracuje Kornelia. W tzw. publicznym dniu, mogła się grupa przedstawić otoczeniu, a zainteresowanych gości było dużo. Zakupione zostało małe gospodarstwo, mieszka tam 10 młodzieży, 13-18 lat. Jest to nowy projekt pedagogiczny, młodzież musi się zająć również zwierzętami i ogrodem.

Po powrocie do Heppenheim, usiedliśmy spontanicznie w uroczym szkockim lokalu obok starówki, gdzie spijając puszystą piankę z Guinnessa przeglądaliśmy katalogi urlopowe na następny rok, wahając się miedzy Azorami a Irlandią – kto zgadnie na co się w tej atmosferze zdecydowaliśmy.
A żeby czas oczekiwania się nie dłużył, to we wrześniu (na półmetku) czekają już na nas kije, plecaki i Alpy.

Z tymi ciastkami to może nie przesadzaj. Alpy ciastek nie lubia. Podobno od slodkosci kruszą się skały! A może chcesz by się zapadły?
Gdzie będę na narty jeździł?!!
Ach Kazik!
Nie od słodkości tylko od nadwagi!
Ale nie bój się! Ja nie stratuję tych Alp. Też było by mi szkoda.
Do jesieni stracę te ciasteczka.
Przyrzekam!!!